Zakładki:
czwartek, 30 lipca 2009

Bretania to obżarstwo w czystej postaci. Są tu najlepsze w świecie ciastka maślane - delikatne, przesycone masłem. Najlepiej kupować te z Pont - Aven. Można je znaleźć wszędzie w Bretanii, nawet w barach pociągów TGV. A najlepiej w Pont-Aven - tam wzdłuż głównej ulicy, nad rzeką, rozparły się po prostu sklepy ciasteczkowe. Ich witryny wychodzą na rzekę Aven, która raz jest, a raz jest jej nie ma - w zależności od odpływów i przypływów.

Oprócz ciasteczek pyszne są lokalne ciasta - far, gateau breton i kouign amann.

Far to sernik ze śliwkami,  gateau breton - maślane ciasto, a kouign aman rodzaj bardzo słodkiego dość cienkiego placka (bywa też w formie ciasteczek), naprawdę nie wiem z czego, często z dodatkami, pistacjami, rodzynkami, malinami.

Kolejny regionalny przysmak to krem karmelowy na bazie solonego masła (caramel au beurre sale).  No i oczywiście wszechobecny cydr.

Gdy wracałam, jak zwykle miałam nadbagaż na lotnisku, bo walizkę wyładowałam przysmakami. Ale kiedyś się przecież skończą, dlatego już przeorałam Internet, żeby sprawdzić co można kupić w Polsce.

Cydr produkuje Anita Chachulska ze Sławna (www.slavena.pl). Nie jest tak nasycony smakiem jak ten w Bretanii, ale i tak bardzo dobry. Właśnie skończyłam butelkę.

Karmel z solonym masłem można kupić na www.bienmanger.com

Cukiernia w Concarneau

cukiernia w Concarneau

 

 

Ciekawe, czy w Finistere** dziś pada. Kiedy ja tam byłam (wróciłam kilka dni temu), lało ciągle. Ale to nie miało znaczenia, bo po deszczu przychodziło słońce, a roślin dzięki wilgoci, były takie świeże, jak u nas w deszczowym maju. Ja odkąd przyjechałam, cały czas grzebię w swojej bibliotece i przewalam Internet w poszukiwaniu informacji o Bretanii.

Już na dworcu w Rennes, gdy przesiadałyśmy się na pociąg do Quimper, poczułam, że zaczyna się coś fajnego. Czy to przez zapach mokrego powietrza, ciepły wiatr, który poczułam, gdy paliłam przed dworcem? Czy przez sam dworzec, gdzie knajpy wewnątrz były ustawione tak, że tworzyły uliczkę - jakby z ładnej starówki... Nie mam pojęcia. Tak jak nie wiem, czy naprawdę stał tam drogowskaz z napisem „Boulangerie”.  Ale w mojej głowie on tam stoi.

A później wszystko było jeszcze lepsze. W Quimper trwał festiwal muzyki celtyckiej i na każdym niemal rogu grali kobziarze, a na głównym placu ludzie w wieku od lat 4 do 80, tańczyli lokalne tańce - tak o, kto podszedł, ten tańczył. W Benodet – ocean wypluł algi, różowe, brunatne, zielone, bure, brunatne i żółte, a piasek był gęsty od muszli; w Camaret lało jak z cebra i nie udało nam się podejść z bliska do omszałych wraków statków, ale za to w portowej knajpie mieli świetne małże w sosie cury i creme brule z chrupiącym, przypieczonym kożuchem na wierzchu.

W Pont-Aven są najlepsze ciastka maślane na świecie (wiem, bo jestem ekspertem), na Pointe du Raz - rozległe wrzosowiska, a o skały obija się ocean.

Na niebie non-stop był wyświetlany sensacyjny film. Chmury wielkie jak pierzyny były tak nisko, że wydawało się, że można dotknąć je ręką. Raz białe i skłębione jak bita śmietana, innym razem sine i tak tłuste, jakby miały pęknąć. I często pękały deszczem. Cały czas chodziłam w przeciwdeszczowej kurtce i …klapkach na bosych nogach, bo nie było zimno. Ciągle wiał letni wiatr, który suszył przemoczone ciuchy.

I jeszcze mewy, który drą się ciągle (niektóre wielkie jak kaczki), przejrzyste powietrze i hortensje z kwiatami jak główki kapusty. Niebieskie, granatowe, błękitne, białe, fioletowe, czerwone, amarantowe…

Teraz będę jeździła tylko tam.

Z Paryża do np. Saint Malo pociag jedzie raptem trzy godziny (a samolot Air France z Warszawy do Paryża przylatuje już g. 9 rano) . Jakby się uprzeć, to i na weekend można wyskoczyć. A w ferie świąteczne to i do Finistere można dojechać.

 

** Finistere – jeden z pięciu departamentów Bretanii, położony najbardziej na zachód, z trzech stron otoczony oceanem.

 

W Quimper, wszędzie ktoś grał

 W Quimper zewsząd dchodziła muzyka; grali wszędzie na ulicach, przystankach, mostach

Quimper, rzeka Odet, przypływ 

Quimper          

 Hortensje na osiedlu w Quimper

Quimper

Benodet, odpływ

 

algi w Benodet, odpływ

Benodet, odpływ, wodorosty na plaży i charakterystyczne dla Bretani głazy

plaża w Benodet, odpływ

Audierne, odpływ, widok z okna autobusu

Audierne

Okolice Pointe du Raz, przylądka wbijającego się w ocean

Pointe du Raz, zza szyby autobusu

Wrzosowiska na Pointe du Raz

wrzosowiska i ocean na Pointe du Raz

Pointe du Raz, widok na ocean

Pointe du Raz

Locronan, bretońska pogoda

Locronan

Locronan

czwartek, 16 lipca 2009

Długo nie pisałam o Santorynie, bo coś mi z tą wyspą nie grało, ale sama nie wiedziałam co.

Dopiero dziś udało mi się to nazwać. Dla mnie tam jest za ładnie. Wulkaniczne skały w kolorze błota wystające ze szmaragdowo-granatowego morza, na zboczach kaskady białych domków z niebieskimi dachami.

Bardzo to piękne, ale ja wolę cichszą, mniej bezpośrednią urodę. Nie taką, że patrzysz i widzisz pocztówkę.

I nie chodzi o to, że piękno Santorynu mocno się zużyło przez niezliczone zdjęcia w albumach i folderach z Grecji. Chodzi o mnie - wolę krajobrazy mniej oczywiste, mniej walące po oczach. Taka uroda bez skazy, kontrasty grubym mazakiem rysowane, jakoś za blisko kręcą mi się w okoliach kiczu.  

Pamiętam jak wieki temu, pierwszy raz pojechałam w Tatry.  Zachwyciłam się i ...potem przez lata jeździłam w Beskidy i Bieszczady.

Tatry tym swoim pięknem aż zniewalały, Beskidy i Bieszczady wystarczało po prostu lubić i dobrze się w nich czuć.

Jeszcze na chwilę wrócę do Santorynu. Ciekawa jestem jak ta wyspa wygląda późną jesienią i zimą. Co wtedy z jej urodą? Czy nadal jest taka bezwstydnie piekna? Czy trochę się chowa? Jak ją widać, gdy słońce już tak nie szaleje i nie podkreśla kolorów? Wychodzi na to, że znowu muszę tam popłynąć.

 

 

 

18:17, kminek1 , Podróże