Zakładki:

Dobre jedzenie

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Znowu w piątek, sobotę i niedzielę w Blue City był  jarmark produktów regionalnych. Pojechałam tylko po miód i prawdziwy żytni chleb. A wróciłam z serem korycińskim (z ziołami wiosennymi i z pieprzem – dwa różne sery), z serem z Wiżajn z bazylią, z kiełbasami, Pirogiem Biłgorajskim, łososiem z grila.

Z nowych przysmaków wypatrzyłam: miód z mniszka (żółty jak jasne jajko), miód rzepakowy to nic nowego, ale ten który znalazłam jest śnieżno biały (nie kremowy jak inne).

Było też nowe stoisko z jedzeniem gruzińskim i bułgarskim. A na nim – lemoniada z estragonu, pasta gruzińska ze śliwek i papryki, konfitura z zielonych orzechów. I inne pyszności, ale powiedziałam pas (bo już nie miałam ręki na kolejną siatkę).

Choć gazowanych lemoniad nie tykam, ta gruzińska jest bardzo dobra, o intensywnym ziołowym smaku. Trochę jak lekarstwo. Pasta czeka na spróbowanie.

Ale to fajnie, że oprócz lokalnych producentów przyjeżdżają też ludzie z inną kuchnią. Można też było kupic francuskie sery i rillettes - coś w rodzaju pasztetu z mięsa.

 Następny jarmark w warszawskim Blue City - 16-18 października, a na RynkuNowego Miasta  25-26-27 września.

 

To tylko fragment tego co przytargałam z targu. Kolor miodu mniszkowego jest ciemniejszy niż w rzeczywistości. Ta zielona butla to gruzińska lemoniada 

zakupy z targu regionalnego jedzenia - tylko część

 

środa, 12 sierpnia 2009

Krótko na pożegnanie sezonu czereśniowego. Kirsche to po niemiecku wiśnia, ale Niemcy (z Badenii w południowo-zachodnich Niemczech) i Szwajcarzy (z okolic Bazylei) tak mówią na odmianę bardzo czarnej, bardzo słodkiej czereśni. I z tych czereśni w sezonie „wyciskają” co się da.

Kiedy tylko tam jestem, prowadzę „czereśniowe” badania terenowe. Próbowałam Kirschwasser - czereśniowej wódki, czereśniowych konfitur z Kirschwasser lub z rumem, ciastek czereśniowych, Eier Kirsch (likier jajeczny plus wódka czereśniowa), Schwarzwalder torte…

Konfitury są czarne, gęste od czereśni i tak dobre jak najlepsze domowe. Wódka i likier dla mnie bez  rewelacji. Ale najsmaczniejsza jest zapiekanka czereśniowa, którą piekła moja koleżanka Renata.  

Ta zapiekanka, to stary specjał badeński, podawany często z dodatkiem Kirschwasser. Ma wiele odmian i różne nazwy  - np. Kirschenplotzer,  Kirschenmichel. Robi się ją z bułek namoczonych w mleku i kilograma! czereśni. Niemieckie gospodynie wrzucają czereśnie z pestkami, to nadaje zapiekance specyficzny smak.

Piekłam ją już w Polsce, z naszych czereśni i bez pestek, też była bardzo dobra. Można także użyć jabłek, czy śliwek. Ja mam ochotę spróbować z czarnymi porzeczkami.

Renata korzysta z przepisu z książki Elisabeth Schuler "Das Grundkochbuch der deutschen Küche". Sprawdziłam, że po wpisaniu w Google – Kirschenplotzer lub  Kirschenmichel, wyskakuje mnóstwo innych porządnych przepisów na zapiekankę po angielsku lub niemiecku.

Czyli badeńska zapiekanka już podróżuje po światowych stołach. I bardzo dobrze, bo smaczna  

czwartek, 30 lipca 2009

Bretania to obżarstwo w czystej postaci. Są tu najlepsze w świecie ciastka maślane - delikatne, przesycone masłem. Najlepiej kupować te z Pont - Aven. Można je znaleźć wszędzie w Bretanii, nawet w barach pociągów TGV. A najlepiej w Pont-Aven - tam wzdłuż głównej ulicy, nad rzeką, rozparły się po prostu sklepy ciasteczkowe. Ich witryny wychodzą na rzekę Aven, która raz jest, a raz jest jej nie ma - w zależności od odpływów i przypływów.

Oprócz ciasteczek pyszne są lokalne ciasta - far, gateau breton i kouign amann.

Far to sernik ze śliwkami,  gateau breton - maślane ciasto, a kouign aman rodzaj bardzo słodkiego dość cienkiego placka (bywa też w formie ciasteczek), naprawdę nie wiem z czego, często z dodatkami, pistacjami, rodzynkami, malinami.

Kolejny regionalny przysmak to krem karmelowy na bazie solonego masła (caramel au beurre sale).  No i oczywiście wszechobecny cydr.

Gdy wracałam, jak zwykle miałam nadbagaż na lotnisku, bo walizkę wyładowałam przysmakami. Ale kiedyś się przecież skończą, dlatego już przeorałam Internet, żeby sprawdzić co można kupić w Polsce.

Cydr produkuje Anita Chachulska ze Sławna (www.slavena.pl). Nie jest tak nasycony smakiem jak ten w Bretanii, ale i tak bardzo dobry. Właśnie skończyłam butelkę.

Karmel z solonym masłem można kupić na www.bienmanger.com

Cukiernia w Concarneau

cukiernia w Concarneau

 

 

niedziela, 07 czerwca 2009

Dwa różne teksty o jedzeniu. Maciej Nowak w Gazecie „Co jest grane” o knajpie Five i polskim smaku, Agnieszka Kręglicka o chińskiej kapuście w Wysokich Obcasach.

Nowak mnie wkurzył, bo nie lubię jak ktoś tak traktorem rozjeżdża nasze upodobania kulinarne. Według niego Polacy lubią, żeby na talerzu było dużo, tłusto, mokro i trochę po włosku. I tyle.

A ja wiem, jak smakuje jedzenie mojej mamy, mojej siostry i jak gotują moje koleżanki. Jakie pyszne sery, mięsa, pasztety i ciasta robią Ci ludzie, którzy przyjeżdżają na jarmarki regionalne do Warszawy.

I gdy przywołuję te smaki (z polskich stołów przecież), nie mam wątpliwości, że Nowak wykpiwając nasze kulinarne gusty, nie na stół patrzy, tylko w jakąś swoją wizję i założenia.

Oczywiście musiał przy okazji trzasnąć w McDonald’s i Sphinksa (jakimi to prostakami jesteśmy, że tam tłumami walimy) – ale tego nawet nie chce mi się komentować, bo to czepianie się sieciowych knajp, niby w imię smaku, ale bardziej - ideologii, już nudne jest.

Ja tam lubie różnorodny krajobraz kulinarny – Starbucks, McDonald's i tysiące najrozmaitszych knajp, lokalnych, regionalnych, wyrafinowanych lub nie… Zawsze to lepsze niż monotonia barów mlecznych w której się wychowałam.

I jeszcze jedno, ten ton Nowaka, jakby na wielkiej trąbie grzmiał, zupełnie mi nie pasuje do rozważań o smaku.

I drugi tekst. Kręglickiej, jak zwykle niezawodnej. Ani o wielkich sieciach, ani o upodobaniach narodu, tylko zwyczajnie o chińskiej kapuście Bok Choy, nieznanej do tej pory w Polsce, a od niedawna sprzedawanej w niektórych sklepach. Jak piec, z czym, może z boczkiem, a może z cebulką, o tym, że jej kwiaty są jadalne i śliczne… Jak tylko spotkam tę kapustę, to kupię.   

Jeśli ktoś może wzbogacać nasze zwyczaje kulinarne, to szybciej swobodna Kręglicka (i warsztaty smaku poprowadzi w szkole, by dzieci dobrego jedzenia nauczyć, a w podróży i do McDonald’s zajrzy), niż arbiter smaku Nowak.   

 

W Warszawie można wreszcie kupić jedzenie, które ma smak. Wczoraj byłam na swoim ulubionym Jarmarku Produktów Regionalnych w Blue City i ponieważ jeżdżę na niego co miesiąc, już nie wariuję tak jak kiedyś, gdy wychodziłam z jedzeniem, którym mogłam hojnie obdzielić moich rodziców i czteroosobową rodzinę siostry. Teraz udaje mi się  trochę kontrolować, ile kupuję. Oczywiście bardziej „trochę” niż kontrolować.

Kupiłam chleb żytni z żurawiną, ser z bazylią z Wiżajn, Piróg Biłgorajski, kiełbasę markowską, pasztet z pstrąga, wino śliwkowe ze Sławna i keks od pani Beaty Prejs – Siergiejewicz z Łomży.

Ciasta pani Siergiejewicz odkryłam sama. Najpierw w Warszawie na ul. Czerniakowskiej kupiłam na Wielkanoc świetny placek z rodzynkami i czekoladą, a wczoraj zobaczyłam dokładnie ten sam na stoisku na jarmarku, obok leżał keks w którym więcej było bakalii, niż ciasta. Kupiłam tym razem keks i pogadałam ze sprzedawcą. Dał mi wizytówkę i powiedział, że dwa razy w tygodniu są w Warszawie, więc  jeśli chcę bezpośrednio u nich zamówić ciasto, to nie powinno być problemów z dostarczeniem. No i dobrze, bo keks pyszny.

A o winach ze Sławna pisała Agnieszka Kręglicka, autorka świetnych tekstów o jedzeniu w Wysokich Obcasach i niedawno wydanej książki „W kuchni u Kręglickich” (jest tam świetny przepis na tiramisu). W kwestii dobrego jedzenia, wierzę jej prawie jak mojej mamie, dlatego natychmiast spróbowałam rodzimego cydru. Był naprawdę dobry, dlatego teraz będę próbowała sławieńskiego wina śliwkowego.

 

A oto najbliższe regionalne jarmarki* z jedzeniem w Blue City:

10-12 lipca, 28-30 sierpnia, 16-18 października, 13-15 listopada, 18-23 grudnia

Ci producenci przyjeżdżają też na targi na rynku Nowego Miasta (jesienią byli na Nowym Świecie, zimą na Starówce), ale terminów tych jarmarków nie znam.

 

I jarmarki sztuki (na tych jeszcze nie byłam):

19-21 czerwca, 17-19 lipca, 11-13 września, 9-11 października, 6-8 listopada, 11–13 grudnia