Zakładki:

Szwecja

czwartek, 08 lipca 2010

Malme, polecenia w hostelowym pokoju

W hostelu w Malme, gdzie nocleg kosztował ok. 50-60 euro rozbawiła mnie liczba nakazów i zakazów wywieszonych w pokoju (zdjęcie powyżej). Przebierz pościel, wytrzyj parapet, umyj podłogę, wyrzuć śmieci z kosza, złóż kołdrę w nogach łóżkach… Dobrze, że nie prosili żebym opuściła pokój na noc.

Może to dlatego, że to był hostel - a nie hotel - który nie zatrudnia sprzątaczek i dlatego cena pokoju jak na Szwecję była tania. Tyle że w o niebo droższej Kopenhadze płaciłam za noclegi tyle samo i nie było obowiązku odkurzania podłogi w pokoju.

Albo zakaz otwierania okna ze względów bezpieczeństwa (zdjęcie poniżej). Nie wiem zresztą po co, skoro okna i tak nie mogłam otworzyć. O co chodzi? Przecież pokój był na drugim piętrze, a nie na parterze, a poza tym Szwecja to bezpieczny kraj, więc nie było zagrożenia, że ktoś się włamie do surowego pokoju w którym były tylko dwa łóżka, stolik, wieszak oraz moja mała prawie pusta walizka z kilkoma ciuchami i szczotką do zębów.  

A może chodziło o to, że mogę się wychylić i wypaść z balkonu? I ten zakaz to był przejaw troski o gości? Przecież Szwecja, sądząc po książce Macieja Zaremby „Polski hydraulik”, to kraj, który trochę nadmiarowo dba o to co robią dorośli ludzie w swoim wolnym czasie.

Nie wiem, tak sobie gdybam. Hostel urządzony w ikeowskim stylu był zresztą bardzo fajny. A że ja trochę się spinam i brakuje mi oddechu jak natrafiam na nakazy i zakazy, to inna historia.

Malme, polecenia w hostelowym pokoju

wtorek, 06 lipca 2010

Przed dworcem kolejowym w Malme

Przed dworcem kolejowym w Malme

 

Byłam przez kilka dni w Szwecji i w Danii. I dopiero dziś udaje mi znaleźć czas, by o tym napisać.

Najpierw Szwecja. To, że podobało mi się Malme wynikać może z przekory. Przed wyjazdem znajoma spytała mnie, po co tam jadę - skoro to nie jest, ani ciekawe, ani ładne miasto. No i już wtedy było pewne, że … mnie się spodoba.

A na poważnie. Do Szwecji pojechałam z powodu światła, a do Malme  dlatego, że chciałam przejechać się po świetnym - najdłuższym w Europie - blisko ośmiokilometrowym moście nad cieśniną Sund, który łączy Szwecję z Danią.  Pociąg, który z 15 minut jedzie po tym moście, wyjeżdża właśnie z Malme.

A jeśli chodzi o światło, to wcale nie żartuję - zimą w Goteborgu, tak zachwyciło mnie światło, że nie mogę oprzeć się temu, by mu się wnikliwie przyglądać - w różnych regionach Szwecji i o różnych porach roku. Polecam zresztą filmy o komisarzu Walanderze* - na nich doskonale widać, że to światło, nawet z bliskiej nam Północy  jest zupełnie inne niż w środkowej Europie. Jest chłodne, jaśniejsze, mnie się wydaje, że bardziej przejrzyste i tą przejrzystością aż ostre.    

Takie było zimą w Goteborgu, i takie latem w Malme.

I gdy tak sobie chodziłam po Malme, pomyślałam, że czasem nużą mnie historyczne i turystyczne hity. Zamiast na nie, wolę popatrzeć jak, gdzie indziej żyją ludzie, co mają w sklepach, albo wyszukać coś o czym nie piszą w przewodnikach.

W Malme z bólem serca odmówiłam sobie świetnego szklanego dzbanka z filtrem do zaparzania kawy (wystrój wnętrz, artykuły domowe to bardzo mocna strona Szwedów) i spodobało mi się, że w środku tygodnia pod wieczór knajpy są pełne ludzi w średnim wieku i starszych. Młodzi imprezują w tańszych ogródkach i … o matko, ile tam jest bardzo grubych dziewczyn, które nie mają żadnych oporów przed włożeniem mini spódniczki mini i przebiciem się kolczykami we wszystkich możliwych miejscach.

Wynalazłam też piękny kościół z zupełnie niezwykłą fasadą o falistych kształtach - muszę koniecznie, czegoś więcej się o nim dowiedzieć. A także spodobały mi się liczne domy wielomieszkaniowe z czerwonej cegły i rozbawił mnie hostel w którym mieszkałam - wnętrze wyglądało jak żywcem przeniesione z katalogów Ikei.

Potwierdziłam też opowieść kuzynki z Goteborga o lampach w oknach. Gdy byłam u niej zimą zdziwiło mnie, że w niemal każdym oknie na osiedlu domków jednorodzinnych są lampy. Aśka mówiła, że to tradycja z dawnych czasów - kiedyś gdy domy w Szwecji stały w dużej odległości od siebie, na pustkowiach, lampy po zmroku oświetlały wędrowcom drogę.

Nie wiem ile w tym prawdy, ale faktem jest, że także w Malme w bardzo wielu oknach w kamienicach stoją  lampy. I o tym też chciałabym poczytać i wiedzieć więcej.     

Także nie żałuję, że na krótko odwiedziłam Malme. Nawet taksówkarz, który możliwe że mnie orżnął zaraz po przylocie, tego nie zmieni - wziął ode mnie ok. 300 koron (150 zł) za przejechanie 1,5 kilometra. To chyba dużo, nawet jak na Skandynawię?  

No ale trudno, stało się. I tak jak będę miała  czas i pieniądze , to znowu tam pojadę, np. w któryś weekend przed Bożym Narodzeniem, żeby zobaczyć jak przystrajają miasto.

 Malme, lampy w oknach

Zdjęcie powyżej: w oknach wielu szwedzkich mieszkań stoją lampy

Kościół w Malme

Malme

 

* Akcja książek i filmów o Walanderz toczy się głównie w Skanii, na południu Szwecji